Data: 30 września 2009
Gracze i postaci
- Andrew-dono (Enas, służący smokowi mag i zdrajca czarnych elfów)
- Daro (Sehnan, elficki wojownik wygnany z rodzinnych stron za związek z przedstawicielką innej rasy)
- Michał aka Tede (Gerwan, były zwiadowca z legionów Cesarza Wszystkich Krasnoludów)
Przygotowanie
Rozpisałem sobie ogólnie kilka(naście) postaci (większość w charakterze mięsa armatniego) i kilka miejsc - gracze zażyczyli sobie wygrzewu, i go dostali. Zaplanowałem, że pozwolę im się pałętać po lesie jak zechcą i starałem się to realizować.
Uwagi
Druga sesja z tą samą drużyną, poprzedni APek wisi na blogu. Mechanika jeszcze nie została opanowana - chyba muszę pomyśleć o jakichś cheatsheetach, żeby nie wertować co rusz podręcznika i robić mniej błędów.
Postać jednego z graczy zmieniła imię - uważam, że stare było lepsze, ale gracz strasznie jojczył...
Przebieg
Bohaterowie podróżowali dalej Kamienną Rzeką, nie czekając na ewentualną pogoń ze strony krasnoludzkiej. Pogoń jednak nadeszła - spotkali się z trzyosobową awangardą oddziału krasnoludzkich łowców nagród. Początkowo sytuacja była wyrównana, ale dość szybko przy życiu pozostał tylko jeden napastnik (efekt zapomnienia o opancerzeniu krasnali...).
Gracze zorientowali się jednak, że nie mają liny. Enas postanowił rozwiązać to rzucając zaklęcie. Niestety, rzut się nie powiódł (możliwe nawet, że krytycznie - niestety już nie pamiętam), więc uformowana z piasku lina zaczęła oplatać i dusić czarującego, a uczucie obcości wywołane magią spowodowało, że Gerwan skulił się w pozycji embrionalnej na drodze. Sehnan pozostał sam na sam z duszącą jednego z towarzyszy nawiedzoną liną. Postanowił przeciąć ją mieczem - niestety nie pomyślał wcześniej o tym, że przy okazji uszkodzi też Enasa. W efekcie jego działań aura obcości znikła, lina rozsypała się na piach, a drużynowy mag znalazł się na skraju śmierci (formalnie powinienem był go zabić, ale obgadałem to z graczami). W tym czasie pojmany krasnolud zwiał do lasu.
Nim opadł bitewny kurz, graczy otoczył oddział z pobliskiej wioski orków, żądający, żeby udali się z nimi. Przy okazji wódz orków zdążył zapałać antypatią do Sehnana w związku z jego impertynenckim zachowaniem. Po drodze szok opadł z Gerwana który podjął udaną próbę ucieczki. Nie mógł wiedzieć, że wyląduje pośrodku leśnego labiryntu pajęczyn, gdzie zewsząd otoczą go niewyraźne, poruszające się w ciemności wielonogie sylwetki...
Tymczasem Enas i Sehnan trafili do wioski orków - ich początkowy entuzjazm związany ze skutecznością orczego leczenia opadł gdy dowiedzieli się, że mają być złożeni w ofierze przy okazji jakiegoś rytuału odprawianego przez wioskowego szamana. Tymczasem, do Sehnana zaczęła się przymilać zajmująca się nimi muskularna orczyca...
Gerwan stoczył krótką walkę z pająkami, która zakończyła się unieruchomieniem go przez jad arachnidów po wcześniejszym zlikwidowaniu kilku z nich...
W tak zwanym międzyczasie Sehnan który zaspokoił potrzeby orczycy (test na Siłę, hehe) dowiedział się od niej, że mają zostać złożeni w ofierze podczas jakiegoś rytuału odprawianego przez orczego szamana i uzyskał od swojej nowej partnerki obietnicę pomocy...
Podsumowanie
Mechanika wciąż nieopanowana, ale jesteśmy na dobrej drodze. Historia powoli się rozwija (czy raczej: kłopoty BG się zagęszczają). Dodatkowo pojawił się kolejny gracz, który prawdopodobnie dołączy do nas już w jutrzejszej sesji...




